Okładka książki Dopóki mamy twarze C.S.Lewisa
Książki

Brzydka, Piękna i Bestia –
„Dopóki mamy twarze” C.S. Lewisa

Na wstępie zaznaczam – Clive Stample Lewis to autor do którego zdecydowanie nie podchodzę obiektywnie. Jest to człowiek, którego uważam za mędrca (ach, jak dziwnie brzmi to starodawne słowo!) i zaliczam do grona mistrzów. W jednej z moich bardziej kiczowatych wizji nieba widzę jego, Chestertona, Tolkiena i Dantego Alighieriego siedzących pod rozłożystą lipą i rozprawiających o piękności Stwórcy z kuflami piwa w dłoniach. Tak więc, żeby nie było, że nie ostrzegałam. A teraz przystąpmy do rzeczy…

Dopóki mamy twarze to ostatnia książka napisana przez Lewisa, choć, jak pisał autor w jednym z listów, nosił się on z zamiarem jej napisania już od czasów studenckich. Powieść jest inspirowana greckim mitem o Psyche i Erosie. Lewis wziął starożytny pogański mit, wprowadził do niego jedną na pozór niewielką zmianę,  i w ten sposób stworzył zupełnie nową powieść o zaskakująco chrześcijańskiej wymowie.

Akcja tej opowieści toczy się w fikcyjnym królestwie Glome, znajdującym się gdzieś na rogatkach antycznego świata. W monarszym pałacu dorastają trzy królewny: rozpustna Rediwal, brzydka, lecz inteligentna Orual oraz Psyche tak piękna i dobra, że prości ludzie oddają jej część jako bogini. Szczęście sióstr zostaje zakłócone, gdy na Glome spadają kolejne plagi. Susza, głód i zaraza sprawiają, że kraj stoi na skraju przepaści. Kapłani świątyni Ungit oznajmiają, że jest tylko jeden sposób, aby uśmierzyć gniew bogów– trzeba im złożyć ofiarę  z człowieka. I to nie z przypadkowego jeńca wojennego lub jakiegoś tam złoczyńcy.  Ofiarą Bestii mieszkającej w cieniu Szarej Góry musi być najpiękniejsza i najczystsza ze wszystkich istot. A idealną kandydatką do tej roli jest pewna mieszkanka królewskiego Pałacu.

Główną bohaterką powieści jest Orual, królewna o obliczu jeszcze brzydszym niż brzmienie jej imienia. Chociaż dziewczyna musi zmagać się z piętnem szpetoty i pogardą brutalnego ojca, jest szczęśliwa, gdyż ma dwie istoty, które kocha nad życie – greckiego nauczyciela Lisa i „słodką Psyche”, której obecność opromienia każdy jej dzień. Problem zaczyna się, gdy Psyche musi ją opuścić. I nie chodzi tylko o to, że jej siostra prawdopodobnie zostanie pożarta przez jakiegoś potwora – ona ma ją porzucić. Lewis w kapitalny sposób pokazuje jak egoizm wypacza miłość, czyniąc z niej jej gorzką karykaturę. Bo miłość jest wolnością, jak mówi stary Lis (czy  podobieństwo do Lisa z Małego Księcia jest przypadkowe?). Dopóki tego nie zrozumiemy, nie będziemy potrafili naprawdę kochać.

Świetnym rozwiązaniem było wybranie pierwszoosobowej narracji. Wszystkie wydarzenia i postaci oglądamy oczami Orual. W ten sposób autor narzuca nam jej perspektywę oraz ocenę rzeczywistości, choć jednocześnie zostawia nam otwartą furtkę. Bo czasem nasza narratorka wcale nie okazuje się zbyt wiarygodną osobą.  W chwili, gdy złapałam Orual na pomyłce, błędnej ocenie zachowania którejś z postaci, dopadła mnie myśl: przecież ze mną może być identycznie. Stawiam tezy, nie znając wszystkich danych. Świat, który widzę, może być zupełnie innym światem niż jest w istocie. To trochę niepokojące, ale równocześnie odświeżające, zwłaszcza jeśli ma się tendencję do szufladkowania, metkowania i głoszenia Prawd Bynajmniej Nieobjawionych.

Jest jeszcze wiele rzeczy, które w tej książce mnie poruszyły. Kwestia oskarżenia bogów, postać Psyche – kobiety idealnej, a równocześnie, co dziwne, wcale z tego powodu nieirytującej. Oczywiście, książka ma też słabe strony. Fabuła nie jest zbyt porywająca. Jedna osoba skarżyła mi się też, że powieść jest dosyć trudna, z czym w sumie się zgadzam. Ja osobiście lubię jednak do niej wracać, odkrywać wątki i myśli, które wcześniej mi umknęły. Bo Dopóki mamy twarze to po prostu bardzo mądra książka. I nie ma co się dziwić, patrząc na to kto ją napisał.

 C.S. Lewis

Dopóki mamy twarze

tł. Albert Gorzkowski

Esprit, 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.