Biblia
Dla ducha

Księga nad księgami

Jeżeli chcesz stracić wiarę, przeczytaj Biblię. Chwytliwy frazes? Być może. Ale spotkałam osoby, które doświadczyły tego w swoim życiu, więc chyba może być w nim ziarnko prawdy. Z drugiej strony coraz częściej cytujemy w Kościele św. Hieronima – „nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa”, a wierni są zachęcani do lektury Słowa Bożego. Czytać więc, czy nie czytać? Niebezpieczna to czynność dla duszy czy zbawienna?

Co dało mi przeczytanie Biblii?

Kilka dni temu skończyłam czytać Biblię. Czytałam ją długo, wstyd się przyznać, bo prawie 2 lata. Wybrałam metodę ad lectio, czyli od deski do deski – od pierwszej do ostatniej strony, jak każdą inną książkę, nie medytując nad przeczytanymi fragmentami. Niezbyt doskonała metoda, ale też cel miałam inny niż podczas rozważania Pisma Świętego (o tym pisałam tutaj). Chciałam poznać Biblię, dowiedzieć się co jest w niej napisane, uświadomić sobie w co wierzę. Zmierzyć się z tymi „gorszącymi” momentami Starego Testamentu. Zobaczyć historię zbawienia z perspektywy całości – od stworzenia świata przez zmartwychwstanie Jezusa i początek świętego Kościoła, po zapowiedź końca czasów. I dziś, kiedy ta podróż już się skończyła (czy na pewno?) chciałabym podzielić się z Wami czterema luźnymi refleksjami.

Przewodnicy po ziemi biblijnej

„Ale Pan uczynił serce faraona upartym, tak iż nie usłuchał ich, jak to zapowiedział Pan Mojżeszowi” (Wj 9,12) . To był jeden z tych fragmentów, przy którym poczułam gniew. Dlaczego Bóg najpierw sprawia, że faraon nie chce się nawrócić, a potem za ten brak nawrócenia, karze go różnymi plagami? Przecież to okrutne, moralnie złe, nielogiczne i trącące schizofrenią. W tym momencie uznałam, że nie rozumiem, wkurzam się i potrzebuję, żeby ktoś mi wyjaśnił. Zaczęłam więc szukać komentarzy, pytać ludzi o jakieś dobre książki i modlić się do Boga, żeby załatwił mi jakiś mądry komentarz. Wybrałam się do biblioteki i gdy przechadzałam się między regałami, dostrzegłam na półce olbrzymie, brązowe tomiszcze pod tytułem Stare Przymierze. Jego autor to Tadeusz Żychiewicz, wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, świecki teolog i były żołnierz AK. A przede wszystkim człowiek wielkiej mądrości i wielkiej pokory. W swoich komentarzach do Starego Testamentu Żychiewicz zwraca uwagę na kontekst historyczno-kulturalny i psychologię postaci, dostrzega w tekstach rzeczy, które mogłyby łatwo umknąć i nie boi się przyznać, gdy czegoś nie wie. Najbardziej cenię go jednak za znajomość ludzkiej natury i niezwykłą wrażliwość na objawienie. I tak, Żychiewicz choć niby z przypadku (ta, jasne…) stał się moim przewodnikiem po Księdze Genesis i Wyjścia oraz księgach prorockich.

Niesamowite jest to, że w wielu sytuacjach, gdy miałam szczególny problem z jakimś fragmentem Bóg zsyłał mi wyjaśnienie. Czy to przez Żychiewicza z jego „w Biblii jak w życiu, w życiu jak z Biblii”, czy ks. prof. Mariusza Rosika, biblistę, którego wykładu o okrucieństwie w Biblii miałam okazję słuchać, czy o. Adama Szustaka, który w ramach jednych rekolekcji opowiadał, o co chodzi z tą przeklętą przez Jezusa figą. 

To był ogromny dar. Bez nich zapewne porzuciłabym lekturę Pisma św. zniechęcona i z poczuciem niepokoju.

Od Ogrodu do Ogrodnika

Przeczytanie Pisma św. od deski do deski dało mi ogląd na historię zbawienia z perspektywy całości. Bo Biblia stanowi całość. To nie jest tak, że jest sobie ten „zły” Stary Testament, a potem nagle spływa z nieba ten „bezproblemowy” Nowy. I kolejna opozycja: okrutny, mściwy Adonai kontra Jego miłosierny Syn Jezus. Tylko że Bóg Ojciec i Syn są do siebie podobni. To cały czas ten sam Bóg, choć zmieniają się ludzie, którzy Go oglądają. Na przestrzeni opowieści o historii zbawienia pewne wątki i motywy powracają, co jeszcze bardziej uświadamia, że Biblia jest całością. Podam przykład, który nieustannie mnie wzrusza. Historia wszystkiego zaczyna się od stworzenia świata i umieszczenia człowieka w ogrodzie. Wtedy to Bóg „przechadzał się po ogrodzie w porze powiewu wiatru” (Rodz 3,8), panował pokój i miłość. Nie znano zła, strachu ani nienawiści. Później wydarzył się pierwszy grzech i pierwszy mord. Bóg wybrał krnąbrnego Izraela na swój lud. Lud chwalił Pana i zdradzał Pana. Pan posyłał proroków. I przyszedł Mesjasz, Syn Boży, który umarł za grzechy świata. Zmartwychwstał i ukazał się kobiecie, Marii Magdalenie. Ukazał się jej w stroju ogrodnika. Nie jako rybak, pan młody, król czy dobry pasterz, choć tych metafor lubił używać w swoich przypowieściach. Ale jako Ogrodnik. Bóg znów przechadzał się po ścieżkach ziemi…

Tkanina dekoracyjne przedstawiająca rajskiego ptaka. Internet Archive Book Images [No restrictions]
Decorative textiles book. Internet Archive Book Images [No restrictions]

„Panie, Ty przenikasz i znasz mnie”

Ponoć w Księdze Psalmów każdy człowiek znajdzie „swój” psalm, niejako napisany z myślą o nim. Ja takowy znalazłam. I co więcej, odkryłam, że jest cała masa psalmów „na okazję”. Zaczęłam się nimi modlić. Gdy szukałam pracy, modliłam się psalmem 139 „Panie, Ty przenikasz i znasz mnie”, w trakcie Wielkiego Postu wołałam do Boga słowami psalmu 42 „Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie?” Gdy rozeznawałam, korzystałam z modlitwy króla Salomona z prośbą o mądrość. Pismo święte to skarbiec modlitw, które są autentyczne – nie przekreślają uczuciowości ani emocji człowieka. I właśnie – psalmy złorzeczące. Proszenie Boga, żeby spuścił nieszczęścia na moich nieprzyjaciół, spalił ich dobytek i pozabijał dzieci… To może jednak nie. Kiedy się modlę, przyjmuję te słowa jako metaforę walki z grzechem. Nie mam w zwyczaju sięgać po typowe psalmy złorzeczące, ale jeżeli takie „nienawistne” fragmenty się gdzieś wślizgną, mówiąc o „nieprzyjaciołach”, myślę o swoich grzechach – niech Pan je spali, utopi w wodach potopu i pozabija ich dzieci.

Niekończąca się podróż

Są księgi, które poruszyły mnie bardziej niż inne. Tak jak w przypadku psalmów są bardziej „moje” czy raczej bardziej „do mnie” niż inne. Są takie, których nadal nie rozumiem, więc dobrze by było posłuchać o nich od kogoś, kto przebył już ich drogę i zna ich tajemne kartografie. Są księgi, które chciałabym przeczytać jeszcze raz, już na spokojnie przemodlić je i przemedytować. I są takie (jak dobrze, że Księga Liczb jest na początku, gdy w człowieku jest jeszcze duży zapał), które na pewno są wartościowe i mądre, ale może jednak nie na teraz.

A zatem – czytajcie Pismo święte! Jeśli nie macie tyle siły, żeby robić to równocześnie rozważając, to choćby cięgiem, w tzw. celach poznawczych. Tylko proszę miejcie świadomość, że to księga, której najpóźniejsze (sic!) fragmenty napisano około 1800 lat temu. A gdy czyta się teksty dawne, nie tylko religijne, nie da się zrozumieć ich bez znajomości epoki, gatunków literackich, kontekstów. Przykładowo, o tym czym Biblia nie jest, i o sprzecznościach, które można w niej znaleźć pisałam w zeszłym roku na łamach „Przewodnika Katolickiego” (link do tekstu tutaj).

Roman Brandsteatter, wybitny pisarz i poeta, nazywał Biblię swoją ojczyzną. Zamieszkać w Słowie Bożym – czyż to nie piękny pomysł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.