Okładka książki Jezus Waltera Wangerina
Książki

Matka Boska Humorzasta —
Walter Wangerin „Jezus”

Tytuł powieści Waltera Wangerina jest nieco mylący. Tak, to historia o Jezusie, zbeletryzowana wersja ewangelii przetworzonej przez wyobraźnię pisarza. Postać Mesjasza znajduje się w centrum, choć najczęściej patrzymy na niego* cudzymi oczami – Jana Ewangelisty, Marii, Piotra. To jednak nie Jezus, ale bohaterowie poboczni odgrywają w tej historii pierwsze skrzypce, sprawiając, że jest w niej coś niezwykłego, oryginalnego. A w zasadzie nie tyle bohaterowie, co w dużej mierze bohaterki.

Po pierwsze, Maria z Nazaretu. Temperamentna kobieta, która ma odwagę wykrzyczeć swoje „tak” Bogu. Bo matka Jezusa w ogóle jest dość hałaśliwą osobą. Język ma cięty i bywa przykra. Gdy ludzie ją zirytują, wyzwie ich od szakali. Kiedy Bóg zabije jej syna, będzie przeklinać jego imię. Z pokorą też jest u niej różne. Powodem jej dumy jest „złoty Jeszi”, jej jedynak –  najwspanialszy, najlepszy, choć czasem popełnia jakieś głupoty. Ciągle chodzi z głową w chmurach, a na dodatek nie dba o siebie. Bywa zupełnie nieżyciowy. Na całe szczęście Maria sprowadzi go na dobrą drogą. A w zasadzie to ona zostanie przez niego sprowadzona.

Po drugie, Maria Magdalena, eteryczna i wrażliwa dziewczyna, szczerze zakochana w Jezusie. Była opętana. Nurzała się w grzechu. Jej serce było zniewolone. A jednak to ona jako jedyna znała rozwiązanie zagadki Jezusa – Cóż jest słodszego nad miód, mocniejszego od lwa? I będzie iść za nauczycielem krok w krok, choćby pod krzyż, do utraty sił.

Jest jeszcze Anna, matka Jezusa syna Abbasa. Biedna kobieta, której syn poszedł wywalczyć wolność dla Izraela, a ona tak jak wiele matek przed nią i po niej, może tylko błagać swoje dziecko, aby się opamiętało, zanim gniew zaprowadzi je na krzyż. Jest też Joanna, żona Chuzy, mądra, święta niewiasta znajdującą się gdzieś na drugim, czy trzecim planie, lecz zawsze u boku Jezusa. Nie ma znaczenia, kim jesteś i kim byłaś, mówi do Marii Magdaleny. „Jezus cię zna. A kogo zna nasz nauczyciel, wart jest tego, aby każdy go poznał”.

Trudno jest nakreślić przekonujące portrety kobiece, ale Wangerinowi się to udało. Kobieca perspektywa wnosi zaś coś nowego w znanej nam ewangelicznej opowieści, nadaje jej bardzo cenny klimat rodzinności. Szkoda, że autor nie zdecydował się jeszcze dalej pójść w tę stronę. Niestety Jezus jest powieścią dość nierówną. Wangerin pierwszoosobowym narratorem historii uczynił Jana Ewangelistę, ale zupełnie nie wykorzystał ogromnego potencjału tej postaci. O Janie nie dowiadujemy się nic. Nie ma żadnej historii życia, przeszłości, a i w teraźniejszości jest jakiś niewyraźny. Zmarnowanym potencjałem jest także postać Judasza – autor miał ciekawy pomysł na odpowiedź co motywowało jego działania, jednak sama kreacja bohatera powtarzającego jak zdarta płyta wciąż te same kwestie, rozczarowuje. Za to Szymon Piotr – nie sposób nie polubić tego rubasznego olbrzyma o przyznajmy sobie szczerze dość prostym umyśle, ale wielkim sercu.

Wangerin był niespodzianką. Nie znałam go, nie słyszałam, natrafiłam na niego zupełnie przypadkiem. I bardzo się cieszę z tego powodu, bo to jedna z tych książek, którą i dobrze się czyta, i która pozwala spojrzeć na historię biblijną świeżym okiem, uświadomić sobie, że opisuje ona ludzi zanurzonych w konkretną sytuację społeczno-polityczną, połączonych więzami pokrewieństwa czy przyjaźni. Prowokuje do zastanowienia się, jakim człowiekiem jest Jezus Chrystus. Czy może tak jak Wangerinowy Jeszi również prawdziwy Syn Boży ma łaskotki?



* Gdy piszę o Jezusie – bohaterze literackim, płodzie inwencji artystycznej pana Waltera używam małej litery. Żeby nie mylił nam się z Jezusem Chrystusem, Synem Bożym. Bo nie powinno się utożsamiać postaci literackich z ich rzeczywistymi pierwowzorami.

Walter Wangerin
Jezus. Powieść
Świat Książki 2007

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.