Dla ducha

Spaliłam książkę!

A było to tak. Lat miałam wówczas naście. Wypożyczyłam powieść fantastyczną z działu młodzieżowego. Główną bohaterką była dziewczynka, której przyjaciel został porwany przez złą wiedźmę, a ona wyruszyła w podróż, żeby go uratować. To była wizja świata, w której każdy człowiek ma swojego bliźniaczego ducha, dajmoniona. Dajmoniony miały jakieś magiczne moce, a ich dusze były nierozdzielnie złączone z duszami ich „właścicieli”. Chociaż właściciel to źle powiedziane, bo to był raczej związek oparty na przyjaźni, a nie władzy.

Bardzo mnie ta książeczka wciągnęła, muszę przyznać. Nie mogłam się wręcz od niej oderwać. Kiedy jej nie czytałam, myślałam o niej. Byłam przy tym niezwykle rozdrażniona. Czułam w sobie jakiś ogromny niepokój, jakiś cień. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi, bo generalnie nic stresującego się wówczas w moim życiu nie działo. I nie było to taki typowy syndrom książkoholika (znam go, przeżywałam wielokrotnie przy innych powieściach)  – och, mam książkę która mi się mega podoba, dajcie mi wszyscy spokój, bo muszę wiedzieć jak to się skończy. To było coś innego. W pewnym momencie zaczęłam analizować i doszłam do wniosku, że ten dziwny niepokój pojawił się w momencie, gdy zaczęłam czytać Złoty Kompas. Powieść leżała na biurku otwarta. Podeszłam do niej, zamknęłam ją z silnym postanowieniem, że „ani zdania więcej” i schowałam do szuflady z myślą, że w najbliższym czasie oddam do biblioteki.

Niepokój ustąpił momentalnie. Jak ręką odjął.

Później czytałam o niej w internecie. Dowiedziałam się, że w następnych tomach główna bohaterka wypowiedziała wojnę Królestwu Niebieskiemu, żeby na jego miejsce wprowadzić republikę. Była ona bowiem drugą Ewą, wcieleniem Lilith. Papież mówił, że okultystyczne i żeby nie czytać. Aha i wszystko jasne, stwierdziłam.  

W momencie, gdy postanowiłam, że nie przeczytam już ani jednego zdania Złotego Kompasu, spaliłam tę książkę w moim sercu. Nie sięgnę już nigdy po tego autora ani nie będę go polecać. Gdy ktoś się mnie o niego zapyta, opowiem swoją historię.  Złoty Kompas rozsypał się dla mnie w popiół i kurz.

Czy fantastyka jest zła?

Dobre kilka lat temu rozmawiałam z innym katolikiem, który Kompas czytał i nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Wspomina go jako o całkiem spoko książkę – ot, przeczytane, odłożone, zapomniane. Żadnych dodatkowych przygód.

W swojej literackiej karierze czytałam Harry’ego Pottera, opowieści ze świata Dysku Prattcheta, Wiedźmina, Sagę Lodu i Ognia Martina, cykl o Jakubie Wędrowyczu i Norweski Dziennik Pilipiuka, Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza (Vuko Drakainnem był obiektem westchnień mego dziewczęcego serduszka przez pewien czas) i różne inne historie o smokach i czarach. W pewnym momencie zaczęłam zaczytywać się też w science-fiction m.in. w Lemie, Philu K.  Dicku, Jacku Dukaju. Fantastyka nadal jest jednym z moich ulubionych gatunków literackich. Czy miała ona zły wpływ na moją relację z Bogiem? Chyba nie. Mam wrażenie, że to właśnie dzięki nim zaczęłam stosunkowo wcześnie zadawać sobie trudne pytania – skąd zło? dlaczego wolna wola jest jednak łaską a nie przekleństwem? na czym polega odpowiedzialność? co czyni człowieka człowiekiem? I to chyba one sprawiły, że rozkochałam się w słowach pisanych wielką literą, o raczej w tym co one oznaczają – Dobru, Prawdzie, Pięknie, czy Męstwie. Bo, jak to pisał G.K. Chesterton:

 

„Baśnie są bardziej niż prawdziwe, nie dlatego iż mówią nam, że istnieją smoki, ale że uświadamiają, iż smoki można pokonać”.

 
Palić, nie palić?

Są książki dobre i są książki złe. Są źle napisane (to palenie Zmierzchu wcale nie jest… ekh… nic nie mówiłam) i są takie, które zamiast człowieka podnosić przygniatają. Pamiętam ogromnego kaca moralnego, który przeżywałam po przeczytaniu Uległości Houellebecqa. I nie chodzi o wizję Europy pod władzą islamu, ale o ten ciężki odór nihilizmu, apatii i rozpaczy, gdy ludzie nie wierzą już w nic – ani w Boga, ani w człowieka.  Pamiętam też pewną powieść obyczajową polskiej autorki, której nazwisko wypadło mi z głowy. Cóż to była za okropna rzeczywistość! Świat bez miłości, bez dobra, bez bezinteresowności. Tylko zło, hedonizm i zepsucie,  ubrane w piękne szatki, że niby właśnie tak się dzisiaj powinno być. Prawdziwie antychrześcijańska książka, choć w ogóle nie mówiła ani o czarach, krytyce Kościoła, czy czymś w ten deseń. Czy wrzuciłabym je jednak na stos? Nie. Po co? Przecież nie mają nade mną żadnej władzy. Mój Bóg jest od nich silniejszy.

Domyślam się intencji, które kierowały organizatorami koszalińskiej akcji (zakładając, że news nie jest jednak primaaprilisowym żartem.  Dostrzegli w tych utworach narzędzie szatana, zło i postanowili się go pozbyć. Radykalnie. Nie bacząc, że pół internetu będzie się z nich śmiało. Bez wchodzenia w kompromisy i negocjacje, bo ze złem się nie targuje. Tak jak się Panu Bogu podoba. I to jest bardzo dobre podejście. Jest grzech – natychmiast się od niego odetnę. I wiecie, jeżeli kogoś Harry Potter doprowadził do zainteresowania okultyzmem, niech go sobie spali. Nie ma co bagatelizować – skoro książka może stać się przyczynkiem do nawrócenia, umocnienia relacji z Panem Bogiem, to może stać się też  początkiem odejścia od wiary. „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony” (Mk 9, 43). Jeżeli Zmierzch był przyczyną twojej fascynacji szatanem, oddaj go na makulaturę. Niechaj go przerobią na papier toaletowy!

Szamanizm po katolicku

 

Mamy w Polsce proroków. I nawet powiem wam gdzie. W redakcji czasopisma „W Drodze”. Poświęcili oni numer kwietniowy zagadnieniom związanym z wiarą i magią. Wczoraj miałam przyjemność czytać u nich wywiad z ks. prof. Andrzejem Kobylińskim (https://bit.ly/2UmHW7w – artykuł jest w wolnym dostępie) o tym jak nasza racjonalna wiara katolicka zaczyna przemieniać się w szamanizm.

 

„Kościół od wieków głosi, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę i jeśli człowiek ulega złu, to robi to świadomie, na skutek własnego grzechu, a nie dlatego, że kupił na wakacjach figurkę z drewna”.

 

– mówi ks. Kobyliński. Bardzo ważna myśl. Jeśli zaczytam się tak bardzo w katolickim Władcy Pierścieni, że uznam iż jestem zbyt zmęczona na wieczorną modlitwę albo na odpiernicz odklepię pacierz, żeby się Pan Bóg nie obraził, to czyja to będzie wina? Moja czy Tolkiena? „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7, 15) – mówi Pismo.

Warto dodać, że takie myślenie pandemoniczne , czyli dostrzeganie we wszystkim i wszędzie szatana, prowadzi do budowania wiary na lęku. Gdy chodziłam do gimbazy nasz katecheta wpadł na genialny pomysł, żeby puścić nam Egzorcyzmy Annalise Micheal. Skutek? Do około 20 roku życia bałam się ciemności, diabłów i opętania. Nie potrafiłam spać przy zgaszonym świetle. Nie patrzyłam po ciemku w lustro, żeby nie ujrzeć zamiast swojego odbicia twarzy demona. Chwalę Pana, bo mnie z tego lęku uwolnił. Gdy kiedyś równo o godzinie 3.00 moja drukarka zaczęła szurać, warczeć i wydawać inne odgłosy (bo środek nocy to najlepszy czas na czyszczenie matrycy), otworzyłam oczy, sprawdziłam godzinę i obróciłam się na drugi bok z myślą ufff… jeszcze 3 i pół godziny snu. Moim ulubionym „egzorcyzmem” na lęk przed jakimiś diabelskimi manifestacjami stało się „lewitujące przedmioty i płonące biblie to pikuś… w czerwcu jest egzamin z Nauki o Współczesnym Języku Polskim”. I cały lęk przechodził, wyparty przez śmiech. Wcześniej, przed uzdrowieniem, wpadałabym w panikę.

Reasumując, bo przydałyby się jakieś wnioski – nie będę palić Harry’ego Pottera, bo choć czytałam go wielokrotnie, nie sprawił, że zaczęłam fascynować się magią. Nie będę też wzywać miłośników Pottera, żeby pozbyli się swoich książek. Ale jeśli dla kogoś stał się on tym przysłowiowym pierwszym piwem prowadzącym do alkoholizmu lub czuje się w jakikolwiek sposób przez Pottera zniewolony – skupy makulatury czekają. Amen.

Jeden Komentarz

  • Magda

    Miałam tak kiedyś z książką, ale w formacie pdf. Kliknięcie „usuń” może nie jest tak satysfakcjonujące jak spalenie, ale podziałało 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.