Mapa nieba z XVII wieku, sporządzona przez holenderskiego kartografa Frederika de Wita
Dla ducha

Trzej magowie,
czyli intelektualiści idą do Boga

Młodzi, wykształceni z miejskich ośrodków. Uzbrojeni w łacińskie terminy, swobodnie dyskutują o teologii fundamentalnej, naturalnym planowaniu rodziny i o tym – parafrazując poetkę – co ta cała gender ma pod spódnicą. Cytują na wyrywki Pismo Święte, papieży i Ojców Kościoła. Są obyci w kulturze, filozofii i sztuce. Co pół roku jeżdżą na tygodniowe rekolekcje, zakładają blogi, zaliczyli pompejankę, Camino i selfiaka z Szustakiem. Całą teorię mają w jednym paluszku. I dobrze – inaczej nie wiedzieliby, gdzie wypatrywać gwiazdy, która doprowadzi ich do Bożego Syna. Wszak rozum jest obok wiary jednym z dwóch skrzydeł, które prowadzą człowieka do Boga.

Tylko, że teoria nie wystarcza.

Jest taki wiersz Romana Brandstaettera pod tytułem Modlitwa trzech magów. Magowie są już starzy i zmęczeni. W swoich księgach starają się być lepsi niż w rzeczywistości, a ich słowa są puste, „przez nie nic się nie dzieje” ani „nigdy nie staną się ciałami”.

Przed śmiercią magowie pragną uprościć swoją zawiłą wiedzę, więc idą na spotkanie z Bogiem. Prowadzi ich „gwiazda prawdziwsza od wszystkich gwiazd/, Bo nie było o niej dotychczas wzmianki/ w podręcznikach astronomii”. Przybywają do glinianego Bethlehem o brudnych uliczkach. A potem drżą:

 

 

A my, trzej magowie, zgarbieni pod ciężarem

Ksiąg, pustych jak wypalone na pustyni czaszki,

Drżymy z trwogi, chociaż jesteśmy szczęśliwi.

Niepokoi nas bowiem myśl, że wracając od Ciebie,

Będziemy musieli iść inną drogą

Niż ta, którą tutaj przyszliśmy.

Czy nie możemy wrócić, Boże, tą samą drogą?

 

 

No właśnie – czy możemy?

 

 

 

Zdjęcie: Frederik de Wit [Public domain], Wikimedia Commons.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.